Tańczący z psami
Zwierzęta w niezwykły sposób lgną do Emiliana Kamińskiego. Psy, a nawet dzikie gołębie, ratowały mu życie, wielokrotnie on ratował różne pierzaste i futrzaste. Lubi rozmawiać ze zwierzętami i roślinami, jest jakby pośrednikiem między ich światem i naszym.
- Jestem trochę jak drzewo - mówi - stoję, patrzę i rozmyślam .
Ma w sobie duszę filozofa i poety, pisze wiersze których nikomu nie pokazuje. Gdyby nie był aktorem, byłby lekarzem. Należy do tych, którym ptaki gniazda we włosach budują.
* ** **
Miał dwa i pół roku kiedy pierwszy raz uciekł z domu, potem będzie już często uciekał, nie wiadomo czemu, taka natura.
Mieszkał w Józefowie, był Sylwester i akurat śniegu napadało po pas, jak mówią. A on sobie poszedł z domu, przez pola, szedł, szedł, zrobiło się ciemno. I wtedy wytropiły go jakieś obce psy, otoczyły go kołem i grzały własnymi ciałami, póki nie nadeszła pomoc.
Jako zakochany kilkunastolatek pojechał autostopem nad morze do Kątów Rybackich. Był już wieczór, ale ukochanej nie było w domu, babcia powiedziała, że Ania jest w porcie. Poszedł, a ona tam była w towarzystwie kilku kolegów, z tym że bardziej w towarzystwie jednego. Taki "gwizdek", po prostu nikt. W tym wieku świat się wali człowiekowi z takiego powodu. Było już ciemno, kiedy zaczął iść przed siebie, doszedł do brzegu morza i nie zatrzymał się, szedł dalej, w wodę, a morze było wzburzone.
Był w szoku? Przegrany? Zmęczony? Nie pamięta.
Ania miała doga, sukę imieniem Bella, która tak panicznie bała się wody, że nie wchodziła nawet na plażę. Był już w wodzie po pas, kilkadziesiąt metrów od brzegu, gdy nagle poczuł uderzenie w plecy: to Bella pacnęła go łapą, zębami złapała za spodnie i zaczęła ciągnąć do brzegu. Wielki ten psi gest, bo jej psie serce było tak pełne strachu, że długo jeszcze trzęsła się cała. Na plaży padli sobie w objęcia, potem całą noc ganiali się po wydmach.
Ptaki dziękują
Był wtedy jeszcze studentem, gdy zimą znalazł zmarzniętego gołębia. Akurat szedł na zajęcia, więc włożył go do torby i cały czas głaskał. Potem w czasie wykładów odkarmił go i gdy ptak doszedł do siebie - wypuścił. Minął miesiąc i nadeszła wiosna.
Właśnie w sali gimnastycznej ćwiczył coś, gdy na parapecie, od wewnętrznej strony, wylądował gołąb i zaczął się przechadzać tam i z powrotem. Ten czy nie ten? Podchodzi wolno do ptaka, a ten nie ucieka, głowę tylko przekrzywia. Więc bierze go w ręce i stawia na pianinie, a gołąb mu na to pozwala. Ptak pochodził sobie trochę i odfrunął. Na pewno to był ten sam.
Podobnie odwdzięczył się gołąb, którego znalazł w londyńskim metrze. Szło sobie ptaszysko po peronie, bo nie mogło fruwać, na piersi miało krwawą pręgę. Wziął go pan Emilian ze sobą i kurował go w pudełku, aż rana zaczęła się goić. Miał gołąb ciężkie przeżycia za sobą, bo był bardzo nerwowy, Trzeba się było wolno poruszać, żeby go nie spłoszyć. Raz pan Emilian się potknął o coś i ptak oszalał ze strachu. Nie było rady, otworzył okno i gołąb sobie poleciał. Mija tydzień, wieczorem coś wali w szybę, uchyla okno - gołąb. Ten sam, taki charakterystyczny, bo cały biały. Posiedział sobie troszkę i odleciał.
Kiedyś kopał dół w ogrodzie . Nagle na podwórko przylatuje sroka, wyciąga z gniazda pisklę szpaka i dziobie je po łbie. Złapał za wiatrówkę i strzelił, na odstraszenie oczywiście, nie żeby zabić, siłę uderzenia próbował przedtem na własnym udzie. Sroka niechętnie porzuciła łup i nagie pisklę zawisło na gałęzi. Było przerażone, ale całe, więc je włożył z powrotem do gniazda i wrócił do kopania dołu. Nagle nad głową zrywa się łopot, patrzy, a tuż nad nim zawisły stare szpaki, trzepocząc skrzydłami w miejscu, jak motyle. Z pół minuty tak machały, najwyraźniej dziękowały.
Grał koniom na flecie
Zwierzęta lgną do niego, chcą, żeby był ich panem. Kiedyś z kolegami ze studiów aktorskich pojechał do Augustowa pod namioty. Koleżanka przyjechała z suką, cocer-spanielką. Emilian Kamiński budzi się w nocy, a suka śpi w jego namiocie, zwinięta obok. Właścicielka szuka, woła, wreszcie zajrzała do namiotu i rozkazuje: Chodź tu! A pies jeszcze bardziej się w niego wtula i warczy na panią.
W Anglii pracował kiedyś na budowie. Idzie raz w weekend do pracy i nagle na środku pustej ulicy, widzi siedzącego psa. Chodź do mnie- mówi po polsku. I pies rzuca się galopem, cały radosny.
Pobiegł za nim na plac, gdzie miał przerzucić łopatą 20 ton piachu, ale z pracy nici. Co brał za łopatę - pies łaps za rękę i nie dał mu pracować. Chciał się bawić i bawili się tak cały dzień w piachu. Wieczorem odprowadził go właścicielowi. Po 3 tygodniach wracał do Warszawy. Szedł świtem obładowany bagażami i na środku tej samej ulicy siedział ten sam pies. Czekał żeby się pożegnać. Przygalopował, wymienili serię braterskich uścisków. Muszę już iść, zostań -powiedział człowiek i pies zrozumiał.
U znajomego astrologa mieszkał syjamski kot, książę, który rządził domem. Aktor odwiedził ich kiedyś i nagle stało się coś nieoczekiwanego: ten wyniosły władczy kot wskoczył mu na kolana przymilnie i państwo zastygli. -Niech go pan weźmie- mówią - on pana wybrał.
Może w poprzednim wcieleniu był zwierzęciem? Dużo pracował przy koniach jako mastalerz w Ochabach. Gdy wchodził do stajni wszystkie konie obklejały go swoimi nosami, każdy chciał go dotknąć, a było ich ze czterdzieści. Kiedy urodziły się małe źrebaki trzymał przy nich nocną wartę i grał im na flecie, wówczas się uspokajały. Zdjął lakier z fletu dla szlachetniejszego brzmienia i grał im Summer Time.
W domu ma dwa psy a w jego ogrodzie mieszka kilkanaście gatunków ptaków, młode uczy czasem latać, gdy wypadną z gniazda a ze starymi lubi rozmawiać.
Byłby lekarzem
Lgną do niego również ludzie z kłopotami ale często gdy poda im rękę, odwracają się później od niego. Chciał być lekarzem, ale na studia medyczne zdawało się biologię, której nie miał w Technikum Ekonomicznym. Pewnie by się zajął medycyną naturalną.
Ma zdolności bioenergoterapeutyczne, wykazały je badania. Potrafi również przewidywać. Niestety, przeważnie choroby lub śmierci.
Czemu "zabierają im wiatr? "
Emilian Kamiński ma własny pogląd na pogaństwo i chrześcijaństwo. Jego zdaniem dawniej ludzie mieli wrodzone zdolności telepatyczne i inne umiejętności pozazmysłowe.
Przecież pradawne kurhany to nic innego, tylko czakramy ziemi, mieliśmy wielką własną wiedzę o świecie i mogliśmy konkurować z Indiami. Mieliśmy również , Słowianie, bogate obrzędy, ale przyszedł Niemiec i narzucił nam siłą chrzest i odcięto nas od naszych korzeni. Kiedyś pokłócił się bardzo z misjonarzem jadącym nawracać ludzi w Afryce. Oni wierzą w wiatr, słońce patyk, dlaczego uważasz, że jesteś lepszy? - pytał. Dlaczego "zabierasz im wiatr"?
Agata Bleja |