Uwalnianie duszy w zielonym gabinecie

    Wojciech Górecki jest hipnologiem. Hipnozy i hipnoterapii uczył się u słynnej pani profesor Marii Szulc. Wnętrze jego gabinetu przypomina las: podłogi i ściany wyłożone są drewnem, a dywan, zasłony, fotele i poduchy mają kolor zielony. Na ścianach wiszą reprodukcje z widokami gór, rzek i drzew. Cicha, odprężająca muzyka sączy się leniwie jak strumyk po łąkach. Wokół unosi się ziołowy zapach kadzideł i dopełnia poczucia spokoju i bezpieczeństwa. W tym gabinecie ulatniają się gdzieś nerwice i depresje, alkoholicy tracą zapał do picia, chorzy zaprzyjaźniają się ze swoim bólem i ten łagodnieje. Jąkający się odzyskują władzę nad językiem, a ludzie owładnięci obsesyjną myślą powoli się od niej uwalniają.

Zło mieszka w przeszłości

    Zgłaszają się do niego osoby z chorą duszą lub ciałem, a on stosuje płytką albo głęboką hipnozę i dochodzi do korzeni problemu. Większość korzeni zła tkwi w dzieciństwie i trzeba je wyrwać z podświadomości. Aż 90 procent nerwic i depresji jest skutkiem wydarzeń z pierwszych lat życia.

    Trudno niekiedy uwierzyć, że może istnieć związek między bolącym ramieniem a wózkiem. Zgłosił się raz czterdziestoletni lekarz. Gdy miał lat osiemnaście przeżył śmierć bliskiej osoby. To był wstrząs. Od tej chwili pojawił się ból ramienia, który trwał nieprzerwanie aż do chwili, gdy przyszedł do Góreckiego. Jako lekarz wypróbował już wszystkiego: przebadał ramię na wszelkie sposoby. Stosował różne terapie, maści i masaże. Dotarł do największych specjalistów. Na nic. W zielonym gabinecie poddał się płytkiej hipnozie. Terapeuta cofnął go do dzieciństwa, aż pacjent opowiedział zdarzenie. Miał może dwa latka. Mama wiozła go wózkiem. Była na górce gdy nagle wózek wyrwał jej się z rąk. Zaczął pędzić coraz szybciej, wreszcie przewrócił się i zawisł nad przepaścią. Dziecko upadło na prawe ramię.

    Trzeba było pamięć tamtego zdarzenia wyjąć z mroków podświadomości. Ujawnić, pokazać pacjentowi i przemienić tamten strach w oswojonego wróbla. Po kilku seansach u hipnoterapeuty ból ramienia zniknął. Na zawsze.

Pułapka dzieciństwa czeka latami, jak kleszcz

    Dlaczego skutki dramatycznego wydarzenia ujawniają się po tylu latach? - Do 12 roku życia podświadomość przyjmuje każdą sugestię i trzyma ją, jak zapasy w magazynie - mówi Wojciech Górecki. - Ona czeka na właściwy moment: na stres. W nieszczęściu wola człowieka i jego siły życiowe słabną na tyle, że następuje zwarcie między świadomością i podświadomością. Przebija się iskra z mroków do światła. Ukryte i niegroźne ujawniło się i zapanowało. Rozrosło niekontrolowanie. Jeżeli nasze dorosłe życie przebiega szczęśliwie, to zła przeszłość może się nigdy nie przebić. Jak ten zasuszony kleszcz, który potrafi 20 lat czekać na ofiarę. Wreszcie ta suszka obumiera. Ale komu nie przydarzają się kłopoty?

    Kłopot to dla każdego co innego. Przyszła raz do Góreckiego młoda kobieta, która dostała silnej nerwicy po...urodzeniu dziecka. Smiertelnie bała się wyjścia z domu. Terapeuta cofa ją w przeszłość. Dziewczyna urodziła się na wsi. Rodzice wychodzili w pole, a ją zamykali w szopie razem z wózkiem. Było ciemno i groźnie. Wyczołgiwała się na czworakach, biła rękami w drzwi, płakała, strasznie się bała. Stres porodu i wózek dziecinny wyłuskały z głębi tamto traumatyczne przeżycie. Po 12 sesjach w zielonym gabinecie dziewczyna pozbyła się lęku.

    Przyszło raz małżeństwo. Mąż kochał żonę, ale przed każdym zbliżeniem wstępował w niego "diabeł": bił ją i znęcał się. Dopiero hipnoza ujawniła, że był kiedyś sam bity, wręcz maltretowany przez rodziców i przez liczne starsze rodzeństwo. Nie wystarczyło znaleźć przyczynę. W czasie kolejnych spotkań terapeuta sprawił, że mężczyzna po latach wybaczył swoim bliskim. Dopiero wtedy opuścił go "diabeł".

Zamknęli dziecko w trumnie

    Coraz więcej ludzi cierpi na depresję. Ona też ma początek w pierwszych latach życia. Mąż przywiózł kiedyś żonę. Straciła zupełnie apetyt na życie. Najpierw przestała malować paznokcie, zaniedbała swój wygląd, wreszcie nie chciała nawet wstawać z łóżka. Podczas seansu wyszło na jaw, że była maltretowana psychicznie przez rodziców. Pochodziła ze wsi. Matka i ojciec często przywiązywali ją sznurami do stołu albo do szafki i wychodzili na całe dnie.

    Pewna kobieta trafiła do Góreckiego z dziwną nerwicą. Najpierw bała się cmentarzy i kościołów, potem nie mogła nawet wyjść z domu. Lęk narastał, jakby cmentarz sam mógł podejść pod okna. Terapeuta był zaskoczony, gdy cofnął ją do dzieciństwa. Miała 5 lat i wtedy umarła jej babcia. Trumna stała w domu i starsze rodzeństwo zamknęło w niej dziewczynkę.

    Zdarzyło się, że do zielonego gabinetu w Legionowie trafił sześćdziesięciolatek. Miał silną depresję i chciał się rzucić pod pociąg. Przez trzydzieści lat małżeństwa musiał ustępować żonie. Powiedział, że dalej już tego nie zniesie. Jego kolega też był nękany przez swoją i niedawno popełnił samobójstwo. Ma przynajmniej spokój.

    To był trudny przypadek dla Wojciech Góreckiego, ponieważ znękanego męża nic już nie cieszyło. Po prostu nie chciał żyć i tyle. Hipnoza ujawniła, że mężczyzna był najmłodszy z czwórki rodzeństwa i od zarania zmuszano go do ciężkiej pracy i bito. Na nim się wszyscy wyżywali. Nauczył się godzić z nieszczęściem i ustępować.

    Z kolei żona jego pochodziła również z rodziny wielodzietnej. Ale ona była najstarsza i dominowała. Przyzwyczajona do rozkazywania znalazła sobie męża, który zgodził się być jej poddanym.

    Udało się przywrócić mężczyźnie chęć do życia. Potrzeba było aż 19 seansów.

Mył ręce na widok psa

    Ludzie czasem stają się niewolnikami własnej myśli, która rozrasta się w ich duszy podobnie, jak tkanka rakowa w ciele. Jeden z pacjentów zobaczył raz w kościele człowieka, który na jego oczach zemdlał. Pomyślał, że on też może kiedyś zemdleć i co wtedy? Coraz częściej nachodziła go ta myśl, aż przestał chodzić do kościoła. Bał się.

    Inny ciągle mył ręce. Cofnięty w przeszłość opowiedział terapeucie, że w piątej klasie miał nauczycielkę, która ciągle przypominała dzieciom o myciu rąk. Robiła to obrazowo. Opisywała wstrętne zarazki i to działało na wyobraźnię chłopca. Wiele lat później wróciła ta myśl. Zaczął rozważać, co by zobaczył pod mikroskopem na skórze rąk, gdyby dotknął psa. Albo czegoś innego. Powtarzał to w kółko, aż myśl nim zawładnęła. Na sam widok psa musiał umyć ręce, bo czuł rozmnażające się na palcach zarazki.

    Pracownik banku pomyślał raz, że mógłby się pomylić przy liczeniu pieniędzy. Pomyślał po raz drugi, trzeci, setny. Współpracownicy mieli z nim coraz większy kłopot, ponieważ przy jego okienku stały najdłuższe kolejki. Bankowiec po kilkanaście razy obracał w rękach ten sam plik banknotów. Klienci się niecierpliwili.

Rozchorowała się z poczucia winy

    To była historia smutno-romantyczna. Ona miała szesnaście lat gdy wyszła za mąż z wielkiej miłości za starszego o dwa lata chłopaka. Nie wiadomo dlaczego wkrótce go zostawiła i się rozwiedli. Wyjechała i ślad po niej zaginął. Chłopak próbował jej szukać, ale bezskutecznie.

    Ona związała się z kimś na kocią łapę i urodziła syna. Potem owdowiała. On miał bardzo nieciekawe małżeństwo. Po 30 latach wreszcie ją znalazł: schorowaną, z silnymi bólami reumatycznymi. Leki już nie pomagały, nie mogła po nocy spać, wyła z bólu.

    Jej choroba trwała dokładnie 30 lat. Tyle czasu żyła z poczuciem winy, że zostawiła kochanego i kochającego mężczyznę. Trzeba powiedzieć, że się zeszli. A po 20 sesjach w zielonym gabinecie przestała cierpieć z bólu.

Ból wygląda jak kaptur mnicha

    Wojciech Górecki pyta ludzi, jaki jest ich ból. Jaki ma kolor i kształt. Jeden pan powiedział, że wygląda jak mnisi kaptur, bez twarzy i pochodzi z młodych lat. Terapeuta prosił, by człowiek zamienił go na przyjaciela i zaczął z nim rozmawiać. Ból się wtedy zmniejsza i zaprzyjaźnia z nami.

    Każdy ból jest inny. Chory na serce człowiek widział go jako czerwoną kuleczkę z trupią czaszką. Czasem wystarczy podsunąć myśl, by zmienił w myślach jego kolor na niebieski, czy zielony i już udręka się znacznie zmniejsza. Pewien pacjent wyraźnie ujrzał, że jego męka ma kształt czarnej deski, dokładnie o wymiarach jeden metr na 20 centymetrów, a w dotyku jest gładka.

    U innego męczarnie cielesne przybrały postać dużego grubego człowieka o niesympatycznej twarzy.

    Strach ma zawsze jeden kolor: czarny. Kształty tylko różne: prostokąt, czaszka, kula.

Trzeba wysłać problemy nad wodę

    Ktoś nam zrobił krzywdę jeden raz. Nasza pamięć zapamiętała i teraz powtarza ją w kółko jak zdartą płytę. Wciąż i wciąż od nowa cierpimy. Jesteśmy dla siebie gorsi niż tamten krzywdziciel. Żeby przerwać to pasmo zdartej płyty - trzeba wybaczyć. Kobietę bito w dzieciństwie za wszystko, bez tłumaczenia. Dziś boi się ona zarazków, liczb i założenia rodziny. Terapeuta prosi, by wyobraziła sobie morze. Idziesz po ciepłym mokrym piasku. Pochyl się i napisz: "Kocham cię mamo". "Wybaczam ci". Przybiega fala wody i zmywa słowa , porywa je w głąb, w przeszłość. I zmienia ją na lepszą.

    Alkoholicy przyjeżdżają z bliskimi. W czasie hipnozy szuka się przyczyn picia, bo alkoholizm też ma korzenie w przeszłości. Kiedy się je wyrwie - wódka przestaje smakować. Hipnoterapią osiąga się tu 95 procent skuteczności.

    Przychodzą do Góreckiego biznesmeni z problemami. On ich przenosi wyobraźnią w góry lub nad morze, na początek, dla relaksu. Wyobraź sobie ciepłą morską wodę, schodzisz na dno, widzisz rekiny i małe czerwone rybki....

    Muszą pokonać trudności w pracy. Zabiera ich w myślach nad rzekę z silnym rwącym nurtem. Każe układać drzewa w poprzek, jedno na drugim, aż powstanie zator. Teraz próbują zator zlikwidować. Jak? Kombinują. Rękami, linami....

    Jeśli sprawa dotyczy duszy terapeuta wysyła klienta do starca. Uosabia on w naszej podświadomości sumienie. Mędrzec zabiera człowieka do swego domu, sadza w wygodnym fotelu, uśmiecha się. "Możesz zawsze do mnie przyjść" - mówi na pożegnanie.

 

 

Agata Bleja

 

copyright © by Agata Bleja   2005