Czy kulą energetyczną można zgasić neon?
Duchowe talizmany
Profesor Afanasij Iwanowicz Kobzin jest człowiekiem starej generacji, a to znaczy, że do niedawna był komunistą i głębokim materialistą. Teraz wierzy w Boga i otwiera się na energię gwiazd. Wielka masa kosmiczna wydaje dźwięki przy obrotach, kto wyćwiczy wrażliwość - usłyszy. Profesor zrobił 7 specjalności medycznych, między innymi chirurgię i psychoterapię. Jednak martwiło go, że medycyna jest bezradna. Zatrudnił się na statku jako lekarz pokładowy i zjeździł cały świat. W najdalszych jego zakątkach poznawał ludowe metody leczenia i uzdrawiania. Powoli z wiedzy naukowej i nabytej stworzył własną metodę pomagania. Teraz jest dyrektorem Katedry Psychoterapii Rosyjskiego Uniwersytetu Medycyny Naturalnej w Moskwie. Filię owego instytutu planuje otworzyć w Gdańsku.
-------------------------
Profesor leczy i pomaga, ale przede wszystkim prowadzi kursy, na których uczy ludzi, jak sami mogą siebie uzdrowić i zmienić życie na lepsze. Kursy mają motto: "Klucz samoregulacji organizmu kluczem do zdrowia i równowagi psychicznej." - Nie można leczyć ciała, nie lecząc duszy - mówi Afanasij Iwanowicz. Jeśli pojawia się choroba, to znaczy, człowieku, robisz coś nie tak.
Lekarze zdjęli z ludzi czujność dbania o zdrowie. Człowiek chce dzisiaj na wszystko tabletkę i już. Na duszę nie ma jednak tabletek. A z niej się bierze najwięcej chorób. Kiedyś księża leczyli choroby ducha i wciąż przypominali o 10 przykazaniach, które nie są religią, tylko drogą życia. Zdrowego życia. Schylcie się do owych słów i przyjrzyjcie im z bliska.
Ludzie są pozornie zdrowi. Trzy czwarte leczy się jednak na nerwy. Lista chętnych do wejścia na Szczyt Lenina w Górach Zaałajskich zapełniona jest na 10 lat. Tyle lat czekają, żeby się zabić, bo przecież co czwarty ginie! Co ich tak ciągnie? To jest neuroza, chęć przeżycia dreszczu emocji. Człowiek ciągle czegoś szuka, a nie wie czego. A spójrzmy, co się dzieje w rodzinie: kłótnie, rozwody, cierpienia, alkoholizm, depresje. Człowiek żyje z domu do pracy i z powrotem.
Gdy problem przerasta człowieka, wtedy on go chowa w środku i wzrasta wewnętrzne napięcie. Człowiek przypomina wulkan, w którym się gotuje i pewnego dnia napięcie musi znaleźć ujście. Tak powstają choroby. Na to lekarze dają tabletkę, a tu trzeba dotrzeć do przyczyny i rozładować napięcia.
-----------------------
Profesor daje człowiekowi klucz do siebie samego. Pokazuje praktycznie, jak sobie dać z tym wszystkim radę. Jego metody opierają się na sile umysłu i wyobraźni. Używa do tego pogrążenia , czyli stanu półhipnozy. Uważa, że dzisiejsze techniki relaksacyjne są o wiele skuteczniejsze w pracy nad duszą niż dawna hipnoza. Pogrążenie to chwila, w której świadomość zwalnia obroty, uspokaja się, milknie. Wtedy dopiero można porozmawiać z podświadomością.
Znamy nasze ciało pobieżnie i z zewnątrz, tymczasem drugie tyle pozostaje niewidoczne. Afanasij Iwanowicz każe zamknąć oczy i wejść w siebie. Obejrzeć przełyk, tchawicę, oskrzelami powędrować do płuc. My pomniejszeni do wielkości bakterii, a oskrzela wtedy jak gigantyczne tunele. W tej wewnętrznej wędrówce wielu ludzi nagle odkrywa wewnętrznym wzrokiem uszkodzenia: jakieś przewężenia, rany, zmieniony kolor, guzy. To już pół sukcesu. Potem mamy różne możliwości pozbycia się choroby. Na przykład możemy, również w myślach, wymienić organ chory na zdrowy. Albo otoczyć go Polem Miłości, co powoduje regenerację tkanki.
Niektórzy mają trudności z wizualizacją. Profesor dociera wówczas do ich podświadomości okrężną drogą. Pyta: jaki kolor ma pani choroba? Jak pachnie? Jak brzmi? Jest ciężka czy lekka? Nagle wyobraźnia się porusza i ludzie zaczynają widzieć. Choroby przybierają kształt buta, kulki, błota, przypadłość pewnej kobiety ważyła pół kilograma. O wiele łatwiej coś z chorobą zrobić, gdy ma ona formę. But da się pokroić, spalić lub wyrzucić.
Pewna lekarka w Stanach podobnie leczy dzieci chore na raka. Każe im codziennie rysować na kartce chorobę, potem dziecko kartkę drze na drobny mak.
------------------------------
Profesor nazywa ową technikę "pracą z obrazami". Zaczęło się od tego, że jego brat popadł w ciężkie tarapaty zdrowotne. Miał marskość wątroby i doszło porażenie kręgosłupa. Afanasij Iwanowicz zawołał jego czteroletniego wnuka. Posadził chłopca na krześle, kazał zamknąć mu oczy. Najpierw przenosił go myślami do miejsc, gdzie chłopiec lubił się bawić. Gdy dziecko było odprężone profesor mówi: - Wyobraź sobie duży, duży pokój, przy drzwiach siedzi pies. Potem kazał mu sobie wyobrażać kolejne pokoje, coraz większe, z coraz większymi psami.
Wreszcie wprowadził go do ostatniego pomieszczenia, gdzie na tronie siedział stary, stary człowiek. Afanasij Iwanowicz mówi do wnuka: - Zapytaj go, jak uleczyć dziadka?
Dziecko po chwili milczenia odpowiedziało: rumiankiem i igłami.
Rumiankiem i akupunkturą profesor wyleczył brata..
-----------------
Pracą z obrazami słuchacze profesora nie tylko leczą choroby. Radzą sobie podobnie z nadwagą i oziębłością płciową, likwidują stresy, odzyskują sens i radość życia. Opanowują również sen: uczą się budzić i zasypiać na zamówienie oraz programować sny, by przynosiły gotowe rozwiązania.
Afanasij Iwanowicz idzie dalej: uczy ich, jak się ustrzec przed złą przyszłością. Czyli jak tworzyć psychologiczne talizmany . Na przykład talizman dla kierowców. Najpierw się go tworzy wewnętrznie poprzez serię wyobrażeń. Nakazuje się podświadomości, żeby ilekroć zbliży się niebezpieczeństwo - ostrzegła kierowcę z wyprzedzeniem kilku lub kilkunastu sekund. Zamawia się u naszej kochanej Pani Podświadomości, żeby nam otworzyła kanały telepatyczne, gdy tylko coś nam grozi.
Kierowcy, którzy "wstemplowali" sobie do mózgu takie talizmany, opowiadają jak one działają. Na przykład jadą szosą, która zakręca w prawo. Na zakręcie stoi dom, który przysłania widok. Nagle talizman pobudza telepatię i kierowca wewnętrznym wzrokiem widzi (możecie to nazwać przeczuciem), że zza tej chałupy wyłoni się wkrótce rower. Kierowca w tym momencie zwalnia gwałtownie. Po kilku sekundach istotnie ukazuje się zataczający się rowerzysta. Samochód jedzie już na tyle wolno, że spokojnie się zatrzymuje.
--------------------
Profesor długo się uczył lepienia kuli energetycznej . Rękami wykonuje się ruchy przypominające lepienie kuli śniegowej. To jedno z popularnych ćwiczeń, które robią początkujący bioterapeuci. Tak długo zagęszcza się energię między dłońmi, aż kula jest wyraźnie wyczuwalna. Można ją położyć gdziekolwiek na stole i każdy wrażliwy bioterapeutycznie człowiek wyczuje ją własną dłonią.
Afanasij Iwanowicz doszedł do wielkiej wprawy i umiał taką mocno zagęszczoną kulą cudów dokonywać. Używał jej przeważnie do uzdrawiania, ale czasem sam dla siebie, jak mały chłopiec, bawił się. Otóż raz postanowił zgasić kulą neon, świecący na budynku po drugiej stronie ulicy. Lepi i lepi, ale kula rzadka jakaś, dłonie prawie się schodzą. I nie udało się tego dnia zgasić neonu. Wtedy odkrył diagnostyczną siłę kuli energetycznej. Przy człowieku chorym na raka lepi szar (tak się kula po rosyjsku nazywa). Gdy szar jest gęsty - chorego można uleczyć. Gdy rzadki - nic się nie da już zrobić.
Oczywiście człowiek musi być w dobrej kondycji, po kieliszku szar zawsze jest rzadki.
To również przekazuje swoim słuchaczom, ucząc ich przy okazji jasnowidzenia. I dzieje się tak, że uczniowie przerastają mistrza. Wielu z nich widzi kolory szara, profesor kolorów nie widzi.
Agata Bleja
|