Marynarz na roli
Mówią na niego Bosman. Urodził się w środku rozległych, płaskich i suchych pól. Nie ma w pobliżu jezior ani rzek, niechętnie padają deszcze w rolniczym mieście Szadek. Od dziecka marzył, żeby zostać marynarzem. Spełnił marzenie, objechał świat i ... wrócił. Nigdy już nie zatęsknił za morzem
Bosman
W szkole nauczycielka przydzieliła go do grupy z francuskim. Upierał się, że na morzu będzie mu angielski potrzebny. - I z francuskim bosmanem zostaniesz - powiedziała a dzieci podchwyciły przezwisko. Chciał obejrzeć świat z drugiej strony globu, więc po maturze skończył Wyższą Szkołę Morską w Gdyni i jej królewski kierunek, nawigację.
W tamtych latach nie było elektroniki, drogi szukało się według gwiazd. Na pełnym oceanie masz tylko pustkę i niebo, a na nim słońce lub księżyc i gwiazdy. Dużo liczenia na pieszo, suwakiem. Po latach jedno spojrzenie w niebo i wiele się wie.
Pływał drobnicowymi statkami handlowymi, od portu do portu. Tu parę paczek zostawili, tam parę. -Po ośmiu latach pływania spowszedniało mi wszystko, jak suche trawy- mówi. Morze okazało się szare, a zachody słońca piękne tylko w opisach Conrada.
Gwiazdy nad morzem i lądem
Zobaczył raz wielką, zieloną łąkę i przeżył szok: oczarowała go ta falująca przestrzeń. Pulsowała barwą i życiem, nie to co szara nieprzychylność oceanów. Osiadł na roli, a żeby zgłębić jej tajemnice - skończył drugie studia, rolnicze. Uczył się ziemi z uwagą i przyjemnością i wciąż przeżywał szok, gdy wychodził na zielone, suche morze łąki.
Najpierw uprawiał tradycyjne rolnictwo. - Miałem za punkt honoru - mówi - tak wszystko spryskać, żeby ręką nie ruszyć. Zaczęło się mówić i pisać o ekologicznych uprawach. Czytał i rozmyślał, zamawiał książki, a one nasuwały nowe myśli. Powoli myśli układały się w inne rozumienie ziemi, oparte o mądrość przyrody. Natura sama sobie daje radę, tylko trzeba poznać jej prawa.
Trzy lata przygotowywał się do przejścia na ekologiczne rolnictwo. Znowu przydała się znajomość gwiazd i planet. Od ich układu zależy, kiedy najlepiej wysiewać marchewkę, a kiedy groch. Okazało się, że rolnik i marynarz wiele mają wspólnego. Obaj ciężko pracują i ani morza ani roli nie można oszukać. Morze od razu ukarze, a ziemia za pół roku odpowie, że została oszukana.
Mieszanie wody kijem
Ekologiczne rolnictwo może być biodynamiczne lub organiczne. Biodynamicy czerpią wiedzę z nauk Rudolfa Steinera, który był filozofem i mistykiem. Zalecał opryski : należało najpierw krowieniec w krowi róg włożyć i zakopać na pół roku. Potem wrzucić go do wody, a wodę w beczce mieszać kijem przynajmniej godzinę. W czasie mieszania musisz być, człowieku, nastawiony pozytywnie, inaczej woda przyjmie niewłaściwą informację. Bosman robił to, ale przestał. Skąd tu brać cierpliwość na mieszanie wody kijem? Nastawił się więc na uprawy organiczne, czyli bez sztucznej chemii. Stosuje naturalne surowce: wapno, mieloną skałę, kompost.
Tak naprawdę - mówi - cała sztuka w ekologii polega na braniu azotu z powietrza, nie z gieesu. Azot jest tym dla roślin, czym dla nas jedzenie, one budują z niego białko. Jedynie rośliny motylkowe potrafią same wyłapać z powietrza azot i nadmiar zgromadzić w korzeniu. Siejesz więc fasolę, groch, łubin, lucernę czy koniczynę, skracasz im życie , zostawiasz korzenie i karmisz nimi następne rośliny. Musisz pamiętać o kolejności, najpierw sadzisz ziemniaki, bo lubią azot, po nich możesz wysiać żyto, które potrzebuje go mniej. Po trzech, czterech latach trzeba odnowić zapas naturalnego azotu. Natomiast azot z gieesu, czyli sztuczny, jest martwy. Ziemia po nim choruje.
Szkodników też nie trzeba truć chemią, niszcząc przy okazji pożyteczne stworzenia. Załatwia się je wiedzą, na przykład gdy pojawią się mszyce należy tylko cierpliwie poczekać. Po tygodniu pojawią się masowo biedronki i wsuną mszyce. Nie ma lepszego nawozu niż kompost, ale i tu trzeba wiedzieć, że potrzebuje on do życia tlenu. Nie można go tak po prostu rzucić na pryzmę, trzeba wciąż go spulchniać i przewracać.
Mieć księżyc na oku
Rolnictwo naturalne silnie jest związane z układem nieba, szczególnie z położeniem księżyca. Bosman mówi, że nie powinno się niczego robić przy roślinach gdy księżyc jest najbliżej ziemi, dostają one wówczas złe impulsy. Unikać należy również pełni, choć bardzo dobry jest dzień przed nią i dzień po niej. Nów też jest zły dla rolnika.
Bosman korzysta z kalendarza biodynamicznego Marii Thun z Niemiec. Pani Maria ma ponad 90 lat i pół swego życia poświęciła na badanie wpływu księżyca na rośliny. Pochodzi ona z rodziny rolniczej od kilku pokoleń i wszyscy jej przodkowie nabierali mądrości obserwując przyrodę. Gdy dzieci miały anemię musiały przez całą jesień zjadać jabłka, które przynajmniej dobę przeleżały nakłute zardzewiałym gwoździem. Jarzyny gotowano tylko w garnkach żeliwnych, owoce w miedzianych, a mleko w glinianych.
Pewnego roku wysiewała rzodkiewki partiami, w różnym czasie. Te same nasiona siała w tak samo przygotowaną ziemię, a jednak rzodkiewki były za każdym razem inne. Pomyślała, że powodują to jakieś siły zewnętrzne, zaczęła więc uprawiać poletka doświadczalne, porównując wyniki z konstelacją nieba. Robi to od 50 lat.
Bosman też robił próby: zgadza się. Księżyc w ciągu 4 tygodni przechodzi przez wszystkie znaki zodiaku. Kiedy znajduje się w jednym ze znaków trygonu ziemskiego- wtedy najlepiej zajmować się roślinami korzeniowymi, na przykład burakami, bo wiążą więcej azotu. W trygonie znaków wodnych należy pielęgnować liściaste, bo występuje wtedy więcej wapnia. Trygon ognia odpowiada za owoce i nasiona, w tych dniach powstaje w roślinie więcej siarki. A gdy księżyc przebywa w znakach powietrza, wówczas wskazane są prace przy kwiatach, gdyż powstaje najwięcej fosforu i potasu.
Kalendarz Marii Thun bardzo szczegółowo podaje wskazówki dla rolników na każdy dzień roku. Jeżeli roślina nie jest siana, pielęgnowana i zbierana w "swoich dniach", wówczas jej zdrowie jest słabsze , wydaje gorsze plony, owoce są mniejsze , a ich trwałość krótsza.
Dwie krowy ukryte w hektarze
W książkach fachowych nie można poczytać o tym, czego nie widać. A w przyrodzie najwięcej dzieje się rzeczy, których nie widać, nie słychać i zrozumieć nie można. Trzeba je wyczuwać, trzeba mieć wewnętrzne oczy i uszy, które głębiej wnikają. Na przykład gleba, co to tam się w niej dzieje! Ileż tam różnych zależności! Tam się toczy potężne życie mikroorganizmów, które wielką robotę odwalają - mówi bosman.- W jednym hektarze ziemi jest ich tyle, co ważą dwie krowy. Posiał raz pszenicę na polu, gdzie zostało mało azotu, koło 4 kilogramów na hektar. Powinna umrzeć z głodu - mówi Bosman - tymczasem wydała duży plon. To mała społeczność zrobiła swoje, tymczasem sztuczne nawozy wybijają ją doszczętnie.
Rolnik ekologiczny musi patrzeć, myśleć i wyciągać wnioski. Rośliny jak ludzie: jedne się lubią, inne są wrogo do siebie nastawione. Trzeba to wiedzieć, bo które się lubią te sobie pomagają. Na przykład wielka miłość łączy cebulę z marchewką i wzajemnie bronią się przed szkodnikami. Marchew zabija swoim zapachem cebulową śmietkę, a cebula poraża połyśnicę marchwiankę. Natomiast gorczyca i buraki to wielcy wrogowie. Orzech włoski też raczej dziwak samotnik, nikt się w jego towarzystwie nie czuje dobrze.
Trzeba znać charaktery i upodobania roślin. Na przykład w zeszłym roku była wielka susza w Szadku, tymczasem koniczyna jej...nie zauważyła, bo ma długi korzeń. Lucerna, ta to ma siłę ssącą! Tak wyssie wszystko, że dwa lata po niej ziemia będzie sucha. Groch jest fajny jegomość. Sieje się go między pszenicą, bo za życia podzieli się swoim azotem z korzenia.
Na własny nos
Na morzu i na lądzie potrzebna jest intuicja. Pływał na statku Kudowa Zdrój. Po pierwszym rejsie dostał awans na trzeciego oficera. Nie chciał jednak pływać Kudową i za karę awans mu cofnięto. Statek trzeszczał, skrzypiał, dziwnie się zachowywał. - Coś mi w nim nie pasowało - mówi Bosman. Dwa lata później statek zatonął.
W mokrej ziemi nie należy nic robić, wie to na nos. A gdy nie posłucha - ziemia choruje. Myślał i myślał, jak to jest z tym księżycem? Dlaczego raz pomaga a raz szkodzi roślinom? - Na moją intuicję to woda idzie za księżycem - uważa Bosman. Stąd są przypływy i odpływy morza. Więc gdy soki rośliny idą za Luną, nie należy wtedy ich ścinać, bo się "wykrwawią".
Bosman ma umysł filozofa i wynalazcy. Najtrudniejsze dla rolnika jest pielenie, robi się je w niewygodnej pozycji, na kolanach. Bosman myślał aż wymyślił: zrobił specjalną leżankę, którą traktor ciągnie między rzędami roślin. Teraz Bosman pieli sobie na leżąco. Agata Bleja |