Dusza wędrowniczka
Nie ma śmierci - mówi prof. dr Lidia Stawowska , psycholog. -Istnieje ciągłość świadomości, zbadałam to: reinkarnacja jest faktem. Pani profesor przez całe życie zajmowała się psychologią osobowości. Jest autorką 6 książek, była szefem katedry psychologii na WSP w Opolu, potem przez 16 lat kierowała zakładem psychologii na AWF w Katowicach. Była połowa lat 80-tych, na naszym rynku zaczęły się ukazywać książki dawniej zakazane: z parapsychologii. Wśród wielu tłumaczeń pojawiały się pozycje wiarygodne, napisane przez lekarzy i badaczy. Najbardziej ją ciekawiły stenogramy z seansów hipnotycznych, w których pacjent cofał się do poprzednich wcieleń, zapisy wrażeń po śmierci klinicznej i relacje z eksterioryzacji, gdy dusza na chwilę opuszcza żywe ciało, by gdzieś sobie powędrować. Czułam, że muszę dotrzeć do korzeni - mówi. Od psychologii osobowości przeszła do psychologii głębi.
Niewidomy boi się własnej przeszłości
Pani profesor ma umysł sceptyczny, jak każdy naukowiec: niedowierza póki nie przebada. Jednak cała jej wiedza o ludzkiej duszy i nowe lektury zaniepokoiły jej intuicję. - Jeżeli reinkarnacja istnieje - pomyślała - to niewidomy od urodzenia będzie widział poprzednie wcielenia, bo przecież nie zawsze był ślepy. Zgłosiła się do związku niewidomych i ogłosiła nabór ochotników do badań. Szukała ludzi podatnych na hipnozę, tych jest ledwie 15 procent w populacji, zarazem takich, którzy nic nie wiedzą o reinkarnacji. Najlepiej ludzi prostych, z niewielkim wykształceniem. W zamian obiecała leczenie bioterapią w hipnozie. Zgłosiło się wielu chętnych, po pierwszych próbach większość z nich jednak odpadła. Przyczyna była zaskakująca. Niewidomi łatwo poddawali się hipnozie i póki terapeutka cofała ich w różne momenty obecnego wcielenia, z narodzinami włącznie - było dobrze. Gdy chciała ich cofnąć wcześniej - natychmiast się wybudzali. Mało tego: gdy tylko zdążyła pomyśleć , że za chwilę ich cofnie do poprzedniego wcielenia - już się budzili, przerażeni. Dopiero po ukończeniu trzyletnich badań zrozumiała, że wrodzona ślepota jest karmicznym skutkiem wielkiej niegodziwości w poprzednich wcieleniach. Jeden z niewidomych, zanim się wybudził, zdążył "jedną nogą" wdepnąć w poprzedni żywot, usłyszał przerażający krzyk kobiety, usłyszał strzały, sam zaczął krzyczeć, przerażony tym co robi i siłą woli wydobył się z przeszłości ,wybudzając się. Jednego z nich nazwijmy Ptasznikiem. Wzrok stracił bez żadnej przyczyny, po ogłoszeniu stanu wojennego. Udało się go zatrzymać na trzyletnie badania, bo jego dawna wina nie była z tych najcięższych. Pani profesor cofała go w coraz dalszą przeszłość, aż udało mu się zobaczyć siebie 2000 lat temu. Był wodzem szczepu indiańskiego w Południowej Ameryce. -. Jak się nazywasz? -pyta terapeutka. - Ptasznik - mówi pogrążony w hipnozie. - Dlaczego? - Bo łapię ptaki i wydłubuję im oczy.
Własne badania
Pani profesor wybrała tylko kilka osób. Badania prowadziła w latach 1986-89, w katedrze psychologii katowickiej AWF. Wprowadzała badanych w płytką hipnozę, ponieważ głęboka bywa niebezpieczna, ludzie czasem nie chcą "stamtąd" wracać. Wadą płytkiej hipnozy jest mieszanie czasów i pojęć, jak w półśnie. Dusza cofnięta w dawne wcielenie trochę myśli jak tamta a trochę jak dzisiejsza. Jeden z badanych, nazwijmy go Szlachcicem, miał wówczas 28 lat i zagrożony był całkowitą ślepotą. Nie zdobył wykształcenia: nauki przerwał nie ukończywszy podstawówki, jego wiedza o świecie jest uboga, słownictwo również. Okazało się, że w kilku poprzednich wcieleniach był szlachcicem, człowiekiem lepiej wykształconym i bogatszym, niż dzisiaj. Jego dzisiejsza dusza nie umiała zrozumieć i nazwać wielu tamtejszych realiów. Cofnięty w rok 1650 zobaczył siebie w Warszawie, miał na sobie dziwne ubranie, dziwne spodnie, wokół tłum ludzi, nie rozumiał o czym mówią, zbierali się w pałacu, nie umiał wytłumaczyć po co. Pamiętał, że nazywa się Krzysztof Chałubiński. Podał wiele szczegółów i pani profesor na tej podstawie odtworzyła moment dziejowy: w Warszawie odbywał się wówczas sejmik szlachecki. Badany był również szlachcicem w XVIII i XIX wieku. Gdy pogrążał się mocniej w hipnozie wówczas nagle zaczynał używać starego języka i wyszukanych snów. "Jadę czterokółką, mam na sobie kołpak wysadzany rubinem", mówił, lub : "podchodzę do szynkwasu". Profesor Stawowska postanowiła prześledzić, co dusza myśli i czuje w różnych momentach swojej długiej wędrówki. W czasie hipnozy cofała badanych nie tylko do poprzednich żywotów, gdy dusza była złączona z tamtym wcieleniem, ale również do chwil granicznych: do narodzin, gdy dusza wcielała się w ciało i gdy je opuszczała w momencie śmierci. Badała również, co się dzieje między wcieleniami, gdy istniejemy tajemniczo w jakimś "tam gdzieś". Powoli z kilkuletnich obserwacji wyłaniały się pewne prawidła: dusza czuje i myśli niezależnie od tego, czy jest związana z materialnym ciałem. Dusza przypomina wielką rzekę, która płynie do celu wypełniając sobą po drodze mniejsze i większe zagłębienia. Tylko że wielkość i układ tych zagłębień, czyli wcieleń, nie jest przypadkowy. Człowiek w pojedyńczym życiu musi doświadczyć wiele złego i dobrego by zdobyć mądrość, podobnie dusza musi przejść przez wiele złych i dobrych wcieleń, nim osiągnie swój cel.
Czy to wiarygodne?
Wnioski wyciągane z relacji są logiczne. Powstaje pytanie, czy same relacje są wiarygodne? Sceptycy mówią, że są to sny lub halucynacje hipnotyzowanego. Ale każdy lekarz wie, że snów ani halucynacji nie można powtórzyć. Tymczasem badanego można wielokrotnie wysłać w ten sam okres przeszłości i za każdym razem powtórzy on te same fakty, dorzucając wiele nowych szczegółów. To właśnie zrobiła w badaniach profesor Stawowska. Ptasznik w ciągu roku kilkakrotnie był "wysyłany" w pierwszą połowę XIX wieku. Raz miał pięć lat, raz czterdzieści, to znowu dwadzieścia. Za każdym razem wiedział, że jest synem dość zamożnego właściciela folwarku pod Warszawą. Często w stroju myśliwskim chodził do lasu, raz wilki rozszarpały mu ukochane psy. Ojciec chciał, żeby syn studiował prawo w Krakowie i dał mu na to pieniądze. Jednak syn roztrwonił je, ożenił się z córką kupca, która go opuściła, umierał młodo na gruźlicę. Za każdym razem terapeutka pytała o rok, nazwisko, rodzinę i wiele drobnych szczegółów. Odpowiedzi się pokrywały. Badani nie pamiętają swoich relacji z seansów hipnozy reinkarnacyjnej. Pani profesor po badaniu wymazuje z ich podświadomości przeżyte wydarzenia i negatywne uczucia, bo mogą źle wpłynąć na psychikę. Szlachcic po czterech sesjach bardzo jednak nalegał, więc terapeutka pożyczyła mu kasetę z nagranymi relacjami. Wrócił wstrząśnięty i oburzony. Nie rozpoznał swojego głosu, nie utożsamił się z wcieleniami, uznał je za bzdury, obraził się i więcej nie pojawił. To znaczy, że człowiek nie może sobie na żywo wymyślić historyjki, którą by powielał w hipnozie. Zwłaszcza, że nie wie, w jakie czasy wyśle go terapeutka i o co będzie pytała. Tymczasem ludzie w przeszłych wcieleniach podają wielką ilość szczegółów, wymagających gruntownej wiedzy historycznej, językowej, obyczajowej, geograficznej, a nawet znajomości mody. Psychiatrzy, psycholodzy, terapeuci i naukowcy nie podważają już wiarygodności relacji uzyskanych w czasie hipnozy. Spierają się jedynie o to: "Kto lub co to mówi i o czym to świadczy"? Rosjanie wymyślili nawet teorię, że otrzymujemy w genach pamięć ojców. Jeśli tak, to powinniśmy się wcielać po kolei: w ojca, w dziadka, pradziadka i tak dalej. Tymczasem Ptasznik w przedostatnim wcieleniu był mniej więcej rówieśnikiem swojego ojca, jednak żył w innej rodzinie, inne były jego losy. Zabity na rynku we Lwowie w 44 roku pamięta, jak unosił się nad swoim ciałem, płynął nad wywożonymi ciałami zabitych, widział las, kopanie dołów, zabijanie tych, którzy zakopywali. Jego ojciec tymczasem przeżył wojnę i dobrze, bo dzięki temu spłodził mu ciało, w które się wcielił obecnie.
Pies poznał duszę
Najsilniejszymi dowodami na reinkarnację są dowody namacalne. Zdarzają się rzadko, ponieważ natura nie chce, żebyśmy pamiętali o poprzednich wcieleniach. -Gdyby to było dobre dla naszej psychiki, to byśmy pamiętali - mówi pani profesor. -Przechytrzanie natury może być niebezpieczne. Jeden pan bardzo chciał się dowiedzieć, kim był i mimo ostrzeżeń pojechał do pewnego hipnotyzera. Okazało się, że w czasie wojny był w plutonie egzekucyjnym SS, zabijał małe dzieci i kobiety. Zginął na Wale Pomorskim i został tam pochowany. Pojechał i znalazł swój grób. Nie może sobie teraz z tym poradzić. Poprzednie wcielenie nachodzi częściowo na obecne, ale pamięć o nim zachowujemy przez pierwsze trzy lata życia, rzadko dłużej. W Indiach rodzice pilnie się wsłuchują w to, co mówią ich małe dzieci, stąd tyle tam przypadków ujawnionych inkarnacji. Student pani profesor, Hassan Hatem z Syrii , opowiedział o wydarzeniu w jego rodzinie. Otóż jego stryj Salman utonął młodo w roku 1959. Pięć lat później do rodziny stryja mieszkającej w wiosce Al-Słeda zgłosiła się matka z czteroletnim chłopcem. Mały Maned twierdził , że jest Salmanem Hatemem. Rodzice stryja uwierzyli dziecku i bardzo się wzruszyli, natomiast bracia Salmana byli podejrzliwi. Maned zaczął więc wymieniać zabawki, jakimi się bawił w dzieciństwie. To nie wystarczyło braciom, mógł przecież od kogoś się dowiedzieć. Zapytali, gdzie ukrył pieniądze, które odkładał, a nie udało im się ich znaleźć po jego śmierci. Mały poszedł do pokoju stryja i wydobył z ukrycia szkatułkę z pieniędzmi. Na koniec bracia wpuścili do pokoju starego psa, który pamiętał jeszcze stryja. Pies był bardzo agresywny do obcych. Groźne psisko podeszło do dziecka i pozwoliło się objąć za szyję. Inny namacalny dowód otrzymał francuski śpiewak, Serge Lama. Gdy jechał z dużą prędkością w kierunku Aix-Provence, nagle samochód zarzucił i uderzył w drzewo. Dwie osoby zginęły na miejscu, śpiewak w stanie śmierci klinicznej przewieziony został do szpitala. W czasie owej chwilowej śmierci unosił się nad miejscem zdarzenia, jak zdarza się to często. Wkrótce jednak jego dusza zaczęła przenosić się w inne czasy i w inne wcielenia. I oto stanął pod Bastylią, widzi tłum ludzi i nagle jakaś arystokratka szepnęła mu: "Jeżeli mnie wezmą na ścięcie, to wydrapię krzyżyk na tym tu kamieniu". Po dwóch latach rehabilitacji śpiewak pierwsze kroki skierował do Bastylii. Odnalazł miejsce, odnalazł kamień, a na nim wydrapany krzyżyk.
Myślą przeniknąć nieznane
Pani profesor miała własne badania. Teraz mogła je porównać z badaniami innych. Sięgnęła po relacje autorów rosyjskich, amerykańskich, poznała stenogramy austriackiego psychiatry Dethlefsona. Prześledziła nie tylko hipnozę reinkarnacyjną, ale również wywiady z ludźmi którzy przeżyli śmierć kliniczną (R.A.Moody) i tych którzy poddali się eksterioryzacji, czyli wyszli poza ciało (R.Monroe). Zauważyła uderzające podobieństwo doznań duszy bez względu na narodowość, wiek, płeć, kulturę, religię, światopogląd. Bez również względu na zastosowaną technikę badawczą (hipnoza płytka, głęboka, wywiad, medytacje) . Najważniejsza prawda, która się wyłania: dusza - czyli podświadomość i świadomość - jest niezależna od mózgu i mieści się w ciele energetycznym. Ludzie widzą i czują w śmierci klinicznej choć zmysły nie działają. Również po śmierci myślą i przeżywają, pamięć tych przeżyć zapisuje się w podświadomości, która razem ze świadomością wędruje przez wcielenia. -Musiałam obalić główny dogmat psychologii, że psychika jest funkcją mózgu - mówi profesor Stawowska. -Psychika jest niezależna i korzysta z mózgu, jak z narzędzia. Między nimi jest taka zależność, jak między komputerem i użytkownikiem - dodaje. Więc jak to jest, kiedy już nie mamy ciała? Jesteśmy bezcielesną formą energii, jakby myślą. Poruszamy się płynąc. Oderwanie się od ciała wrzuca nasze energetyczne "ja" w ciemny tunel, skąd zawsze płyniemy w stronę światła. To światło jest nieco inne, niż słoneczne, jest białe. Wiemy, że jesteśmy odrębni od reszty energii kosmicznej. Czasem owa energia lub światło przybiera postać boga, lub jakiegoś dobrego człowieka i prawi nam morały, że źle żyliśmy. Ale wydaje się, że to tylko myślokształty: formy energetyczne (jak wyobrażenia w mózgu za życia), które powołujemy do życia naszym życzeniem. A te życzenia zależą od naszej wiary, przekonań, lęków. Pojawiające się obrazy oraz dźwięki czy głosy nie są zbyt wyraźne i wszyscy badani mówią, że odbieramy je w inny sposób, niż za życia. Raczej je odczuwamy. W taki sposób wróżki i jasnowidze odbierają swoje przekazy. Przypomnijcie sobie chwilę, gdy mówicie: "coś mnie tknęło i musiałem tam pójść". Każdy zna te chwile. To był podświadomy przekaz informacji. Czy pamiętacie kształt tej informacji? Widzieliście ją, słyszeliście albo dotykaliście ręką? Nie. A jednak to "coś" "jakoś" nas tknęło. W taki mniej więcej sposób porozumiewamy się między sobą po tamtej stronie lustra. Najlepszą wiadomością jest to, że dusza jest szczęśliwa, gdy tylko się uwolni z ciała. Patrzy na ciało jak więzienie i nie chce do niego wracać. Tam jest jej lepiej.
Agata Bleja
Ps. Pani profesor Lidia Stawowska opisała swoje badania w książce "Z otchłani zapomnienia życia i śmierci. Studia nad reinkarnacją i przeżyciami w czwartym wymiarze".
Marzec, 2001 |