Dlaczego radiesteci nie mogli znaleźć zaginionej Magdy?

Intuicjo: szukaj!

    Dwudziestego kwietnia 1999 roku zaginęła w Krakowie 3,5-letnia Magda Madeksza, która przyjechała tam z babcią w odwiedziny do cioci. Bawiła się przed domem w pobliżu Wisły. Do poszukiwań zmobilizowano kilkuset policjantów, straż pożarną, płetwonurków, służby specjalne, psy. Włączyły się media, zebrano pieniądze na nagrodę, rozlepiono plakaty. Całe społeczeństwo się zaangażowało. Z własnej woli zgłosili się radiesteci i . Jednak nawet im nie udało się odnaleźć dziewczynki. Dlaczego metody radiestezyjne, w wielu wypadkach doskonalsze niż jakakolwiek aparatura, zarazem nie zawsze dają efekty? Czemu przy pomocy wahadełka i siły myśli można niekiedy odnaleźć ślady zdarzeń sprzed 50 lat, innym razem wahadełko staje się bezradne wobec wydarzeń sprzed kilku dni?

Podświadomość ma nosa

    Każdy człowiek zostawia po sobie wiele różnych śladów. Na podstawie owych śladów można odtworzyć drogę, czas i zdarzenia z jego życia. Policja zbiera ślady widoczne : odcisk buta, linie papilarne, fragmenty naskórka, włos, cząsteczki materii. Laboratoria badają skład chemiczny i DNA zebranych fragmentów. Pies nosem odnajduje ślady zapachowe , natomiast radiesteci badają ślady energetyczne. Ż adna z metod nie jest stuprocentowa, ponieważ ziemia jest zadeptywana wzdłuż i wszerz przez wiele istot, ślady się krzyżują, zacierają i zagłuszają nawzajem.

    Ślady energetyczne najłatwiej przyrównać do zapachowych. Odcisk bosej stopy w piasku zostawi silniejszą woń, niż odcisk buta, zwłaszcza nowego. W pierwszym przypadku pies będzie zdecydowanie prowadził po śladach, w drugim będzie się zastanawiał, kluczył, mylił. Pies musi poznać zapach, którego szuka. Daje mu się do powąchania rzecz, należącą do zaginionego. Jeśli jest to nie prana skarpeta, lub przepocona koszulka, wówczas zwierze łatwiej wyszukuje trop w gąszczu innych. Jeśli to tylko gazeta, którą poszukiwany trzymał przez chwilę, wówczas pies się gubi. W przypadku Magdy psy kilkakrotnie łapały trop i kilkakrotnie się myliły.

    Podobnie jest z radiestezyjnymi śladami energetycznymi: czym świeższe, czym zdrowszy człowiek, czym dłużej tam stał, tym silniejsze promieniowanie zostaje. Jeśli ślady znajdują się w terenie nieuczęszczanym, wówczas mogą się wiele lat utrzymywać w dobrym, nienaruszonym stanie, łatwe do odnalezienia różdżką czy wahadłem. Nieżyjący już radiesteta Jerzy Woźniak wszedł jako pierwszy do odkrytego chodnika w kopalni kredy w Chełmie. Zastał tam czytelne ślady promieniowania sprzed 50 lat. Odczytał z nich, że szło tędy trzech mężczyzn, określił ich wiek, choroby, grupę krwi. Ś lady były w dobrym stanie, ponieważ nikt tędy nie przechodził od dawna.

    Całkiem odwrotnie było, gdy poszukiwał zaginionego przewodnika turystycznego, który wędrował ponad 30 lat po puszczy. Na wszystkich ścieżkach nakładały się jego ślady stare i nowe, poszukiwania przerwano.

Niemy świadek

    Radiesteta do poszukiwań potrzebuje "świadka". Może być nim fotografia zaginionej osoby, jej pismo, albo czapka. Ś wiadek jest tym dla podświadomości człowieka, czym przepocona koszulka dla psiego nosa: pomaga nawiązać kontakt. Wykorzystuje się tu główne prawo radiestezji: prawo harmonii. Między dwiema bliskimi osobami lub rzeczami powstaje łączność. Choćby je rozdzielić na nie wiem ile i nie wiem, jak daleko- zawsze będzie je łączył jakiś niewidzialny promień. Podświadomość pójdzie po owej linii do zaginionego, jak pies po śladach.

    Najlepszym świadkiem jest fotografia. Najsilniej promieniuje, jeśli spełnia pewne warunki. Słynny jasnowidz Czesław Klimuszko na podstawie własnych doświadczeń uważał, że zdjęcie im świeższe, tym lepsze. Ponadto fotka nie powinna leżeć z innymi zdjęciami, nie powinien jej nosić ani dotykać ktoś inny. Musi być robiona w cieniu, bo słońce nanosi na twarz energię kosmiczną. Klimuszce zdarzyło się, że na podstawie przyniesionej przez mężczyznę fotografii kobiety, opowiedział mu .... o zdarzeniach z jego życia. Okazało się, że mężczyzna przez długi czas nosił owe zdjęcie w kieszeni marynarki, na piersi. Jego energia zagłuszyła promieniowanie osoby przedstawionej na odbitce. Najlepsze więc są zdjęcia z dowodu osobistego, najsilniej promieniują właścicielem.

    W przypadku Magdy radiesteci mieli zdjęcia, które prawdopodobnie były często dotykane przez rodzinę, albo leżały w albumie. W każdym razie na pewno ślady dziewczynki nie dominowały.

    Zamiast świadka poszukujący może wejść w kontakt z osobami bliskimi dla zaginionej. Ta droga niekiedy daje całkiem dobre wyniki. To się może jednak zdarzyć, gdy do radiestety czy jasnowidza zgłasza się rodzina krewnego, który zaginął dawno temu. Przeważnie rodzina wykorzystała już inne sposoby poszukiwań, pogodziła się z najgorszym i jest spokojna.

    Tymczasem rodzina Magdy przeżywała wszystko na świeżo, a emocje zagłuszają jakikolwiek kontakt telepatyczny . Podświadomość "nic nie słyszy". Wahadełko stoi martwe, lub udziela fałszywych wskazówek.

Szukaj wiatru w polu

    Jak się szuka ? Radiesteta musi być w dobrej kondycji fizycznej, duchowej i mentalnej. Mistrzowie zalecają: bezruch myślowy i martwotę emocjonalną. Ś wiadomość jest głośna, jak przekupa, trzeba ją wyciszyć, dopiero wtedy usłyszymy ciche znaki płynące z głębszych rejonów umysłu. Nazywamy je intuicją lub podświadomością. Tam się mieszczą stacje nadawcze i odbiorcze telepatii i jasnowidzenia.

    Radiostacja włączona. Rozkładamy powiedzmy plan miasta. Bierzemy do lewej ręki świadka, który działa jak wzmacniacz naszego nadajnika. Mentalnie nadajemy naszą audycję - pytamy, gdzie jest Magda? W prawej ręce trzymamy nad mapą wahadełko, które jest wzmaczniaczem stacji odbiorczej. Zapadamy w myślowo-czuciowy bezruch. Czekamy. Po chwili wahadełko wskazuje jedną ćwiartkę planu. Wówczas bierzemy powiększone plany owej części, w myślach znowu dzielimy ją na ćwiartki i znowu pytamy. Powoli dochodzimy do coraz dokładniejszych map. A raczej powinniśmy pracować na coraz dokładniejszych szkicach.

    Tu się zaczynają prawdziwe kłopoty. Po pierwsze nikt nie ma tak szczegółowych planów. Po drugie miasto to jest jeden wielki harmider wszelkich śladów energetycznych. Jeśli na jakimś chodniku został ślad dziewczynki, to wkrótce nałożą się na niego ślady wielu ludzi, którzy przejdą po nim. Ponadto zagłuszają go cieki wodne, transformatory, linie wysokiego napięcia i prawdopodobnie cała nasza nowoczesność: czyli włączone telewizory, komputery, telefony komórkowe, krótkofalówki, kuchenki mikrofalowe. Przesyłanie naszych myśli zakłóca również promieniowanie pasożytnicze: na przykład odległe kataklizmy typu trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, wybuchy na słońcu, prawdopodobnie również satelity.

    Znany radiesteta Ryszard Tomaszewski szukał kiedyś z kolegami skarbu w Konstancinie. Ojciec właściciela posesji zakopał wiadro złotych monet wyniesionych z banku 16 września 1939 roku. Syn przez lata sam przeszukiwał ogród, bez skutku. Miał dokładne plany ogródka. Niestety, ta mapka silnie promieniowała jego emocjami oraz jego myślami. Te myśli również wprowadzały poszukujących w błąd. Wszystkich opanowała gorączka. Trzeba było ochłonąć. Tomaszewski wykonał własne plany terenu, czyste energetycznie, zrobił specjalne różdżki na tę jedną okazję, ze złotem w charakterze świadka. Udało się.

Szkielet na topoli

    Każdy radiesteta ustala własny język porozumienia z różdżką i wahadełkiem. Przeważnie składa się on z kilku słów: tak, nie, nie wiem, być może, nie powiem. Większość wahadełek kręci kółko w prawą stronę, gdy chce powiedzieć "tak" na zadane przez człowieka pytanie. A jeżeli człowiek niejasno zapyta, to sam sobie winien.

    Słynny jasnowidz Marek Szwedowski miał dwie zaskakujące przygody z powodu nieprecyzyjnych pytań. Otóż raz poszukiwał zaginionego ojca. Z rozmowy z wahadełkiem i wizji wynikało, że mężczyzna się powiesił w lesie. Dzięki sporządzonym szkicom lasku Szwedowski miał namierzyć dokładnie miejsce. Namierzył. Znaleźli wisielca. Tyle że nie ojca, a innego. Bo jasnowidz pewien swego zapytał wahadełko: gdzie wisi trup mężczyzny? A powinien zapytać, gdzie wisi trup mężczyzny nazywającego się tak i tak? Wahadełko zrozumiało po swojemu i pokazało pierwszego wisielca, na którego natrafiło. Zwłoki poszukiwanego ojca wisiały na drzewie kilkadziesiąt metrów dalej na północ.

    Za drugim razem rodzina przywiozła zdjęcie dziadka, który wyszedł z domu kilka lat temu i więcej nie wrócił. Szwedowskiemu wyszło, że dziadek nie żyje i on go "widzi wysoko". Wskazał jakiś teren: płaskie łąki, droga i górujące nad okolicą drzewo. Niestety nie znaleziono dziadka. Kilka lat później tą drogą wiejską sunął chłop furmanką - gdy mijał stare drzewo nagle zawiał silny wiatr i coś mu spadło na wóz. Był do szkielet dziadka, między jego żebrami osy uwiły już gniazdo. Dziadek powiesił się na samym szczycie drzewa w miejscu niewidocznym z powodu gęstych konarów.

Umarli słabsi od żywych

    Radiestetka i jasnowidząca Zofia Telesińska mówi, że żyjący człowiek zostwia silny ślad energetyczny, a martwy - słaby. Jeżeli mamy do czynienia ze zbrodnią to najsilniejszy ślad powstaje w miejscu zadania śmierci i jeśli zaginiony tu leży, wówczas łatwo go odszukać radiestetom. Prawdziwe problemy zaczynają się wówczas, gdy mordercy przewożą ciało w inne miejsce. Jeszcze trudniej, gdy zwłoki leżą w rzece i prąd je przemieszcza.

    Zofia Telesińska miała raz taki przypadek, z którym zwróciła się do niej policja. Szybko odnalazła na mapie i wskazała miejsce, gdzie zamordowano człowieka. O wiele trudniej było ustalić miejsce zwłok, które leżały w jeziorze.

    Podobną historię miał radiesteta Henryk Dembiński. Odnalazł na mapie miejsce, gdzie stoi samochód poszukiwanego taksówkarza, który wyjechał z Łomianek do Magdalenki i nigdy nie wrócił. Samochód silnie promieniował, bo tam dokonano zbrodni i zostało pełno krwi. Jednak zabójcy wywieźli gdzieś ciało. Ż eby je odnaleźć wahadełkiem Dembiński musiał stworzyć sam sobie warunki wysokiej koncentracji. Wziął dokładne mapy terenu, zdjęcie zabitego, jego pismo i kawałek kapcia. Przeznaczył na badania sobotę i niedzielę. Kiedy poczuł się wypoczęty- zasiadł nad mapą . I namierzył miejsce.

    W sprawie Magdy radiesteci szukali osoby nieżyjącej, i to małej osoby, która słabiej promieniuje, niż dorosły. Ponadto bardzo chcieli znaleźć dziewczynkę, a silna chęć znalezienia to jeden z wrogów poszukiwań, zagłuszasz energii. Wahadełko nie mówi prawdy tylko to, co chcemy usłyszeć. Sugestia i emocje, nasze i otoczenia - to prawdziwe wrzaski zagłuszające nasze telepatycznie wysyłane pytania i telepatycznie nadchodzące odpowiedzi. W tym przypadku wszyscy Polacy tak bardzo chcieli, żeby dziewczynka się znalazła, że powstał prawdziwy klosz energetyczny nad Krakowem, radiesteci mieli minimalne szanse mentalnego przebicia się przez ową zaporę. (tekst opublikowany w tygodniku "Gwiazdy mówią")

 

Agata Bleja