Wróż Tomasz

    Wróż, jak doświadczony taternik, pokazuje ludziom bezpieczną ścieżkę między przepaściami ich życia. Nie namawia do wyboru. Mówi: jeśli pójdziesz w prawo możesz spaść, droga w lewo jest bezpieczna, ale długa. Pójdziesz prosto, dogoni cię ten, którego masz za plecami. Wybieraj sam. Ścieżka zaczyna się w przeszłości i biegnie w przód do pół roku, do roku. - Dalej jest przyszłość, której nie przewiduję- mówi Tomasz Gocłowski.

    Wróżenie to zawód, ale wymaga talentu. Trzeba go odkryć, potem rozwijać. Tylko jasnowidzenie jest darem. Do wróżenia nie trzeba sięgać aż po ów dar, wystarczy używać intuicji. Ale ją również należy rozwijać. Jak każdą sztukę. Zwyczajnie trzeba się nauczyć znaczenia kart, linii na dłoni, interpretacji horoskopów. Dodajmy do wiedzy i intuicji doświadczenie, a otrzymamy przewodnika po kłopotach życiowych.

Tarot i komputer

    Ogłasza się jako Wróż Tomasz. W pokoju przyjęć stoi komputer, drukarka i faks. Na ścianach wiszą dyplomy ukończenia różnych kursów. Ma telefon komórkowy i bibliotekę z fachową literaturą.

    Najpierw patrzy w horoskop klienta, komputer oblicza go od ręki. - Od razu wiem, z kim mam do czynienia - mówi. Planety ukazują jedynie możliwości, nie przesądzają o naszym życiu. Potem z talii Tarota ustawia układ siedmiu czakr, który jest aktualną "fotografią" życia i duszy klienta. Karty i intuicja wróża muszą to samo wskazywać, jeśli nie, przerywa wizytę. A jeśli tak, wówczas pyta, co skłoniło klienta do przyjścia? Wystarczy powiedzieć, że sprawy zawodowe, lub rodzinne. Wróż nie wertuje całego życia człowieka.

    Ludzie ukrywają problemy. -Tak z ciekawości przyszłam - mówi kobieta. -Mąż mnie kocha, w pracy mi się układa. W kartach widać jednak, że mąż ma kochankę. - Bzdura! - rzuca kobieta. Wychodzi bardzo niezadowolona. Po tygodniu wraca zapłakana. Wyszło na jaw. Tak wyszło, jak wróż mówił. Mąż ma kochankę od dwóch lat i nieślubne dziecko. -Niech pan rzuci karty, czy on z nią zostanie?

    Klienci przynoszą zdjęcia. Najpierw czytał z nich ludzkie charaktery. Potem pokazano mu fotografię skradzionego samochodu. Zamknął oczy, skupił się i nagle zobaczył, gdzie stoi. Dzięki jego wskazówkom auto się odnalazło. Tak niechcący odkrył u siebie dar jasnowidzenia. Pojawiało się coraz więcej ludzi poszukujących zaginionych osób.

Kiedy urodziła się babcia?

    Przez jego gabinet przewijają się ludzie barwni, jak postacie literackie. Pewien staruszek rozłożył na stole plik badań lekarskich i zapytał, na co jest chory. Inna kobieta, którą ciągle okradano, przyniosła zdjęcia męża. Wróż widzi pojemniki ze skradzionym towarem i męża "na długich wczasach", czyli w więzieniu. Podaje wiele innych szczegółów, zaskakująco trafnych. Kto męża wsypał, kiedy wyjdzie. W najbliższych tygodniach sprawdzają się kolejne fragmenty przepowiedni. Za jakiś czas kobieta dzwoni: - Panie, ratuj pan, do męża strzelają! - To na policję trzeba dzwonić, nie do wróża - mówi.

    Osobną grupą są "sprawdzacie". Sprawdzają wprost albo sposobem umiejętności jasnowidza. Zadają mnóstwo pytań. Jeden kazał sobie powiedzieć, kiedy dokładnie urodziła się jego babcia. - Co z pana za jasnowidz, jak pan tego nie wie? Są podejrzliwi i czasem traktują go jak oszusta. Mówią nieprawdę o swoim życiu i czekają, co karty na to. Jeśli pokazują coś nie po ich myśli wtedy wyładowują na wróżu agresję.

    Z płaceniem bywa różnie. Największy honor mają biedni. Raz przyszła bezdomna z Dworca Centralnego. Wróż widzi z kart, że osoba żyje skromnie, ledwo koniec z końcem wiąże, ale kładzie na stole 50 złotych. - Od pani tylko 20 wezmę - mówi. - A nic podobnego - broni się kobiecina. Zaś bardzo zamożni potrafią się wykłócać o honorarium.

    Niektórzy się uzależniają. Przychodzą często, chcą żeby karty decydowały za nich. Broni się przed nałogowcami, co nowego może im po tygodniu powiedzieć?

    Klienci przynoszą kwiaty, ciasta, sałatki, bigos. Kobiety mu trochę matkują, bo samotny. Zapraszają na śluby, dzwonią żeby się podzielić dobrymi nowinami. Albo z reklamacją: dlaczego nie przepowiedział śmierci córki w cztery miesiące po wizycie? - Jeśli widzę w kartach nieuchronną śmierć - mówi - czyli przeznaczenie, którego uniknąć nie można, nie mówię. Niepotrzebne okrucieństwo. Chyba że widzę jedynie śmiertelne zagrożenie, wtedy ostrzegam. Jeszcze czas, można mu zapobiec.

Złodziej ucieka po rynnie

    Często zaczyna się tak. Przychodzi klient trochę z przypadku. Tarocista mówi mu o problemach w małżeństwie i że teściowa się wtrąca. Wróżba nie robi wrażenia na mężczyźnie, bo tyle wie sam. Potem wychodzi udany kontrakt handlowy w niedługim czasie. To już coś, ale czy aby na pewno? Wreszcie wróż przepowiada nietypową kradzież w mieszkaniu. -No, ciekawe, nietypową...- zaśmiewa się klient. Za kilka dni telefon: - Ale pan powiedział! Do mieszkania włamali się złodzieje. Niespodziewanie jego żona wróciła do domu. Na środku widzi spakowane walizki i tylko śmignęło coś przez okno! Wychyla się, a tam złodzieje zjeżdżają w dół po rynnie.

    Mężczyzna nabiera zaufania. Przychodzi drugi raz. Załoga w jego firmie jest skłócona. Przynosi podanie i datę urodzenia jednej pracownicy. Gocłowski robi charakterystykę astrobiologiczną. Skupia się i dodaje: - Ona będzie dużo telefonować! Klient aż podskoczył: - Skąd pan wie? Ona mi nabiła licznik telefoniczny na 80 milionów! Zaczęli się po kolei przyglądać pracownikom. Biznesmen znowu przychodzi. Przynosi podania i zdjęcia osób, które zgłosiły się do pracy. Wróż, poza charakterystyką astrobiologiczną, zrobił również horoskopy kontaktowe (na współpracę z szefem). Właściciel wymienił 20 osób w firmie, skończyły się kłopoty. Teraz jest stałym klientem.

    Ponieważ mężowi się sprawdziło, zaczęła przychodzić i żona. W taki sposób trafiają całe rodziny.

Obrazki z przeszłości

    Ma czternaście lat. Biegnie przez ulicę, przez tory. Gna na oślep, nie rozgląda się. Nagle coś go siłą zatrzymuje, dokładnie w chwili, gdy przed nosem przelatuje mu pędzący tramwaj.

    Ma siedemnaście lat. Siedzi przy stole i w myślach pojawia się ni stąd ni zowąd obraz klepsydry. W nekrologu wyraźnie widzi imię i nazwisko kolegi z klasy. Kilka tygodni później kolega umiera.

    Jest dorosły. Jedzie samochodem ze znajomym. Są pod Sochaczewem, gdy ogarnia go pewność, że będzie wypadek. Zapina pasy . Pięć minut później samochód wpada w poślizg, wylatuje z szosy, dachuje.

    Interesuje się niezwykłymi zjawiskami i ezoteryką. Trafia pewnego dnia na ładne karty tarota, kupuje i dla zabawy stawia kolegom w pracy. Jego słowa sprawdzają się. Najpierw myślał: przypadek. Potem przeraził się. Wreszcie ktoś powiedział: a może masz dar?

    Tak się zaczęła podróż w stronę jasnowidzenia.

Jasnowidzi

    Ludzie przynoszą zdjęcia osób, które zaginęły. Jasnowidz zamyka się w pokoju sam ze zdjęciem. Bardzo się skupia. Najpierw musi ustalić, kogo szuka: żywego czy umarłego? Bierze zdjęcie do ręki, zamyka oczy i stara się wyczuć odpowiedź. Potem robi następną próbę, żeby potwierdzić. Przesuwa opuszki palców tuż nad fotografią. Odczuwa chłód, jeżeli człowiek nie żyje i ciepło, jeżeli żyje. Czasem odczuwa szczypanie w opuszkach, oznacza ono, że zaginiony jest w ciężkim stanie. Kiedyś przy badaniu poczuł ucisk na głowę. Miało się okazać, że mężczyzna leżał z rozbitą głową. Wreszcie ostatnia próba. Ma trzy wahadełka i każdym bada zdjęcie. Jeśli wszystkie próby mówią, że człowiek nie żyje - prawdopodobnie nie żyje. Ale jak powiedzieć rodzinie? Najtrudniejszy to moment w jego pracy. -Obym się mylił -dodaje zawsze.

    Potem jasnowidz robi wizję. Odtwarza w myślach zaszłe zdarzenia. W przypadku osób żyjących wizja ma pomóc rodzinie lub policji w odszukaniu osoby. Jeśli umarł rodzina często chce wiedzieć, w jakich okolicznościach zginął i gdzie leży ciało.

    Trudno jasnowidzowi się skupić, gdy ludzie płaczą. O drugiej po południu przyjeżdżają rodzice czternastoletniej dziewczynki, która wyszła do kościoła na mszę o jedenastej i nie wróciła. Płaczą, on się nie może skupić, przeszkadzają mu ich emocje. Z dużym wysiłkiem odnajduje ją w myślach: jest cała i zdrowa, w okolicy Siekierek. Uciekła, bo chce pobyć sama. Ma konflikt z ojcem. Jaki konflikt? Niemożliwe, jesteśmy kochającą się rodziną. Zawsze tak mówią. Wróci wieczorem - zapewnia rodziców. Zadzwonili wieczorem, wróciła. Rzeczywiście chciała pobyć sama. Jej ojciec zapisał się potem na karty i przychodzi raz na kwartał.

    Również trudno nawiązać kontakt z osobą, która ucieka z domu. Znika z własnej woli i jakoś zaciera za sobą energetyczne ślady. Jeszcze trudniej odszukać psychicznie chorego.

    Ludzie poszukują też samochodów, zwierząt, jednemu zginął... traktor. Odnalezienie samochodu nie jest łatwe, bo przedmiot "słabo nadaje".

Ile się sprawdza

    Myślą, że jasnowidz powinien widzieć wszystko, wszędzie i zawsze. Człowiek ma oczy, a gdy patrzy w przód, nie widzi co ma za plecami. Albo widzi niewyraźnie: przez mgłę przeziera chałupa. A to kopa siana. Gdy zmrok zapadnie, figę widzisz, chociaż masz oczy. A jasnowidzenie jest jeszcze czulszym zmysłem. Jeśli mąż nosi zdjęcie żony w kieszeni, przesłania się ono jego energią, jak dymem. Trudno zza zasłony zobaczyć żonę.

    Intuicja, młodsza siostra jasnowidzenia, też jest wrażliwa. Według Tomasza Gocłowskiego jego wróżby sprawdzają się w siedemdziesięciu, siedemdziesięciu pięciu procentach. Na pewno sprawdzają się tym, którzy wracają. Jest ich pięćdziesiąt pięć procent. Inni byli raz i rozwiązali problem.

    Dlaczego co czwarta wróżba się nie sprawdza? Zależy od dnia, od samopoczucia wróża i klienta, od ich nastawienia. Nie powiedzie się seans, jeżeli przychodzi człowiek mocno zablokowany. Intuicja wróża nie dotrze do podświadomości klienta, bo nie można wejść do zamkniętego sklepu. Ciekawe: niedowiarek nie jest wcale zablokowany! Również osoba, która kłamie! Zablokowani są ludzie nastawieni do świata na "nie". Złe nastawienie do wszystkiego spowija człowieka ciemnym kokonem. Myśl czy uczucia, które przedrą się przez ów kokon w jedną czy drugą stronę, padają porażone. Również złe nastawienie do wróża, podejrzliwość i agresja porażają ów wrażliwy zmysł. Pisał o tym Czesław Klimuszko: gdy wyczuwał nieprzychylność osób na sali, wówczas nic mu nie wychodziło. - Ja też się peszę - mówi wróż Tomasz.

-------------------------

Agata Bleja